Bogactwo sztucznej biżuterii

Już starożytni Egipcjanie ozdabiali swoje ciała szklanymi paciorkami, a imitacje pereł noszono w Europie w XV wieku. Jednakże świat mody traktował sztuczną biżuterię jako coś pospolitego i niegodnego. Wszystko zmieniło się dopiero w XX wieku.

Pionierem łączenia ozdób imitujących szlachetne kruszce i kamienie ze strojami haute couture był uznany krawiec Paul Poiret. Już w 1913 roku oswajał swoje klientki ze sztucznymi precjozami. Ale prawdziwą rewolucję wywołała Coco Chanel. W jej mniemaniu biżuteria była jedynie dodatkiem do mody, a nie – jak wcześniej sądzono – oznaką bogactwa, prestiżu i dobrego pochodzenia.

Chanel w 1924 roku zaczęła łączyć kamienie półszlachetne z prawdziwymi klejnotami. Sama chętnie łamała konwencję, nakładając sznury sztucznych pereł, pozłacane łańcuchy, okazałe krzyże maltańskie i szklane koraliki. Ku zgorszeniu ówczesnych fashionistek nosiła takie ozdoby również w ciągu dnia oraz do strojów o sportowym kroju. Okazałe dodatki świetnie komponowały się z prostą małą czarną, którą lansowała w tym samym okresie czasu.

Dziś już nie musimy nikogo przekonywać do sztucznej biżuterii. Jest ważną częścią kolekcji wielu popularnych sieciówek. Konkurują z nimi młodzi projektanci, który z pozornie nieszlachetnych materiałów potrafią wyczarować prawdziwe cuda w przystępnej cenie.